(Recenzja) Star Wars: Katalizator

Uniwersum Gwiezdnych wojen to nie tylko słynne filmy, ale i cała masa powieści. Są wśród nich książki zgłębiające mniej znane rejony świata wykreowanego przez George’a Lucasa, a inne w najlepsze wykorzystują kultowe miejsca i postaci. Wiele z nich ma jeszcze inną funkcję – dopowiedzieć to, na co zabrakło czasu na dużym ekranie. Tak jest w przypadku Star Wars: Katalizator, czyli powieści będącej prologiem do filmu Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie

Niejaki Orson Krennic, powodowany chorobliwą ambicją, stara się wyróżnić wśród osób biorących udział w projekcie kanclerza Palpatine’a. Kto choć trochę liznął uniwersum ten wie, że mowa tu Gwieździe Śmierci, konstrukcji niespotykanych rozmiarów, której potęga zdolna byłaby rozstrzygnąć toczącą się wojnę, umocnić pozycję Palpatine’a i zapobiec wszelkim buntom.

Taki kolos potrzebuje mnóstwa energii i opracowaniem technologii pozwalającej go zasilić ma zająć się wybitny naukowiec Galen Erso, dawny przyjaciel Krennica. Szkopuł w tym, że ów osobnik nie miesza się do polityki, trzyma się z dala od wojny i wszystkiego, co mogłoby go zmusić do opowiedzenia się po którejś stronie konfliktu.

Na przekonywaniu Galena Erso mija przeszło 400 stron Star Wars: Katalizator. To powieść zogniskowana wokół rodziny Erso oraz intryg Orsona Krennica, który wykorzystuje starą przyjaźń z Galenem do wchodzenia na kolejne szczeble hierarchii tworzącego się Imperium. Intrygi dają radę i pod tym względem James Luceno nie zawodzi.

Niestety z samych przesłanek powstania powieści, jest ona obarczona wadami. Większość zwrotów akcji, jakie dostarcza Luceno, w żaden sposób nie wywołują zaskoczenia czy wzmożonego zainteresowania losami rodziny Erso, bo fani albo wiedzą, co się wydarzyło, albo są w stanie to bardzo łatwo przewidzieć. To oczywiście efekt roli, jaką pełni książka, czyli uzupełnienia informacji z filmów. Tym bardziej jednak nie sposób usprawiedliwić objętości powieści i wielu nic nie wnoszących dialogów.

Luceno za to dobrze poradził sobie z naszkicowaniem osobowości ambitnego intryganta Krennica i hardej Lyry Erso (po której zdaje się charakter odziedziczyła córka Lyry i Galena – Jyn), lecz jednocześnie uczynił z Galena postać nieco zbyt naiwną, co nie licuje z towarzyszącą mu aurą geniusza. Tak czy owak bohaterowie nie zawodzą – cieszą także role (mimo że mniejsze) chociażby Moffa Tarkina i Hasa Obitta, którzy dodają “gwiezdnowojennego” klimatu powieści. Największą zaletą książki jest jednak wielokrotnie już wspomniane dostarczenie informacji czytelnikowi oraz pokazanie mu kosmicznego konfliktu z bardziej osobistej perspektywy. Dzięki tej powieści wiele wątków i postaci z Łotra 1 odbieramy inaczej, a także pełniej doświadczymy filmowego seansu.

Star Wars: Katalizator to tylko i aż prolog do filmu Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie. Jako taki powinien być gratką dla wszystkich fanów uniwersum, którzy chcieliby się zagłębić w historię Galena Erso i jego niezwykłej rodziny. Jako uzupełnienie filmowego świata to solidna rzecz, ale poza garścią informacji oraz dogłębniejszym poznaniem animozji bohaterów, nie znajdziecie tu wiele ciekawego.

 

Star-Wars-Katalizator

Ocena: 5/10

Seria: Kanon Star Wars
Autor: 
James Luceno
Tłumaczenie: Anna Hikiert
Seria: Kanon Star Wars
Wydawnictwo: Uroboros

Stron: 448
Premiera: 29 marca 2017

 

Say May Name

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.