Thorgal. Louve #6-7: Królowa czarnych elfów/Nidhogg

Cykl o Thorgalu autorstwa Van Hamme’a i Rosińskiego już dawno zyskał status kultowej pozycji wśród miłośników komiksu. I choć wiele osób narzeka na podserię o Louve, to mimo upadków przeżywa ona też wzloty. O jednych i drugich przeczytacie w dalszej części artykułu poświęconemu tomom 6 i 7 solowych przygód córki Thorgala.

Louve to dziewczynka odważna i niepokorna – wbrew nakazom matki Aaricii opuszcza dom i kieruje się do Bag Dadhu, by odnaleźć swego ojca, Thorgala. Plany szybko się zmieniają, gdy spotyka krasnoluda imieniem Thjazi. Opowiada dziewczynce o królowej czarnych elfów, która powodowana władczymi zapędami pragnie wypowiedzieć wojnę bogom. By to zrobić, potrzebuje pomocy krasnoludów mogących wytworzyć ostrze zdolne przeciąć korzenie Yggdrasila. Thjazi nie musi wiele mówić, by Louve czym prędzej przyszła mu z pomocą. Co wyjdzie z kotła, do którego scenarzysta wrzucił jeszcze Nidhogga, Strażniczkę Kluczy i Vigrida?

Królowa czarnych elfów
Przykładowa strona z albumu Thorgal – Louve. Królowa Czarnych Elfów. Tom 6.

Przede wszystkim trzeba rozgraniczyć w ocenie fabułę obu tomów, pomimo że tworzą spójną historię. Ma to znaczenie głównie dlatego, że tom 6 jest przeładowany postaciami, krótkimi scenami i rwanymi dialogami nie znajdującymi satysfakcjonującego rozwinięcia oraz ogólnym poczuciem miałkości scenariusza. Wszystko to dopełnia chaotyczność historii i częste przeskoki w śledzeniu opowieści. Uczucie zagubienia w dużej mierze wynika z tego, że Yann nie pożałował odniesień do poprzednich tomów i przede wszystkim głównego cyklu o Thorgalu. Bez znajomości tychże nietrudno się pogubić już po paru stronach, co wymusza na czytelniku łapczywe doszukiwanie się jakichkolwiek strzępków informacji tłumaczących rozwój wydarzeń czy zachowanie bohatera. Ponadto na 48 stronach albumu dzieje się bardzo wiele i bardzo ważkich zdarzeń, co budzi zrozumiałe wątpliwości, czy aby na pewno młoda Louve powinna tak szybko przeżyć aż tak donośne przygody.

Jak widać tom 6 raczej mnie rozczarował, a już na pewno nie kazał czekać niecierpliwie na kontynuację. I stało się, na rynek trafiło zwieńczenie opowieści o chorobliwie ambitnej królowej czarnych elfów i… jest ono bardzo dobre! Nidhogg, bo takim podtytułem opatrzony został tom siódmy, jest o wiele bardziej skoncentrowany na kluczowych punktach historii, a przy tym pozbawiony chaosu cechującego tom poprzedni. Dalej nie jestem przekonany czy w porównaniu do przygód ojca, Louve nie za młodo pędzi pomóc krasnoludom, a przy okazji też bogom Asgardu, ale pomijając ten fakt, Nidhogga czyta się z dużą przyjemnością. Fabuła jest o wiele bardziej przejrzysta i nie straciła nic ze swej dynamiki. W dodatku gros postaci może nie tyle został ograniczony, co ograniczono role niektórych z nich, przez co kilku mocniej wyeksponowanych wypadło lepiej w czytelniczych oczach. Problemem dla nowych czytelników będą odnośniki do przeszłości bohaterów, ale jest ich trochę mniej niż we wcześniejszym komiksie.

Przykładowa strona z albumu Thorgal. Louve. Nidhogg. Tom 7
Przykładowa strona z albumu Thorgal. Louve. Nidhogg. Tom 7

Tym, co niezależnie od tomu trzyma wysoki poziom, jest oprawa wizualna autorstwa Romana Surżenki. Prace grafika trudno zakwalifikować jako szczegółowe, mimo okazałego pierwszego planu, ale przez większość czasu to nie przeszkadza. Dobrze nakreślone postacie i barwne, malownicze plansze to największe zalety Surżenki, dzięki którym czasem czuć epickość wydarzeń, a innym razem ich skupienie na losach poszczególnych bohaterów. Efekt jest bardzo dobry i moimi jedynymi zastrzeżeniami są czasem aż przesadnie „wybiedzone” tła oraz mało okazały tytułowy Nidhogg.

Tomy 6 i 7 serii o Louve najłatwiej jest mi określić słowami – złe miłego początki. Podejrzewam, że nie jestem jedynym, który chętnie zapomniałby o 6 albumie lub zobaczył go w rozbiciu na dwa mniej przeładowane komiksy. Tak się jednak nie stało i by dotrzeć do bardzo dobrego tomu 7, trzeba wpierw zmierzyć się z wcześniejszym odcinkiem przygód Louve. Warto (napisał z grymasem bólu na twarzy).

Ocena #6: 5 /10
Ocena #7: 7,5 /10

Scenariusz: Yann
Rysunki: Roman Surżenko
Wydawnictwo: Egmont
Stron: oba tomy po 48
Premiera, tom #6: wzesień 2016
Premiera, tom #7: styczeń 2017

 

 Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*