Trylogia Nadzoru. Tom 1: Nadzór

Nadzór jest pierwszą książką Charliego Fletchera, która wpadła mi w ręce. Więc kiedy tylko początkowe rozdziały zabrały mnie w ciekawy świat, ale z niezbyt porywającą fabułą, miałam poważne obawy, czy dalsza część nie okaże się zbyt przytłaczająca. Na szczęście wydarzenia weszły na całkiem inny poziom, niemal nie pozwalając oderwać się od bohaterów. 

Trafiamy do dawnego Londynu, który pozostaje rozdarty pomiędzy tajemniczą pradawną siłą istot nadnaturalnych, a ludźmi im podobnymi, mieszańcami tworzącymi wolne bractwo zwane Nadzorem. Ci pozostają na straży równowagi, aby pierwsi nie spustoszyli świta ludzi. Jednak granica z każdym dniem jest coraz cieńsza, a osłabieni członkowie Nadzoru, także nie młodnieją. Kiedy więc pojawia się iskra na powiększenie szeregów, nikt nie sądzi, że coś może pójść nie tak.

Jest to powieść nie mająca jednego głównego bohatera. Historię tworzy grupa zarówno pierwszoplanowych, jak i grających drugie skrzypce osobowości. Wskakujemy w buty tych dobrych, jak i złych; postaci szczerych i zepsutych. Śledzimy wewnętrzne rozterki, myśli, pragnienia i zachowania. Zagłębiamy się w umysły osób szukających ratunku, jak i chciwych. Tym sposobem nie tylko jesteśmy rzucani w różne miejsca, przemierzając niemal większą część Londyn, ale i dowiadujemy się o równie mrocznych sekretach. Charlie Fletcher oferuje spory przekrój charakterów, powoli odkrywając przed czytelnikiem kolejne elementy układanki.

Nadzór opowiada historię jednej organizacji pokazując jak cienka jest granica pomiędzy wyniosłymi bohaterami, a oszustami. Niestety taka ilość osób ciągnie za sobą wiele rozgałęzień historii, w efekcie sztucznie wydłużając książkę. Nie zrozumcie mnie źle, Nadzór czyta się przyjemnie (zwłaszcza w dalszej części), jednak „dłużyzny” są pierwszą rzeczą na jaką zwracam uwagę i za jaką nie przepadam. Zwłaszcza że poza wieloma postaciami, Charlie Fletcher momentami za bardzo wdaje się w szczegóły miejsc i otoczenia, przez co łatwo zgubić historię. 

Późniejsze rozdziały są o wiele sprawniej napisane i odnoszę wrażenie, że dopiero w końcowych autor tak naprawdę wszystko rozkręca. Jedynie na początek potrzeba nieco cierpliwości oraz chęci, ponieważ wydarzenia wolno się zawiązują. Mamy nie za wiele absorbujących wydarzeń, ale kiedy już na takie trafimy, to śledzimy je przez naprawdę sporą liczbę stron. Jednak  pozostało mi  wrażenie pewnego niedosytu, bo chociaż nie mam nic przeciwko grubym książkom, to tym razem uważam, że spokojnie można by Nadzór skrócić o 1/4. Z czystym sumieniem jednak przyznaję, że pomimo tych minusów jestem z lektury zadowolona, o ostatnie sceny tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że sięgnę po następny tom Paradoks.

 

Ocena: 6,5/10

Autor: Charlie Fletcher
Tłumaczenie: Marek Najter

Ilustracje: Paweł Zaręba
Projekt okładki: black gear Paweł Zaręba, Konrad Kućmiński
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Stron: 560
Premiera: 27 października 2017

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Trylogia Nadzoru:
Tom 1: Nadzór
Tom 2: Paradoks
Tom 3: Ostatni

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.