(W starym kinie) Podwójne ubezpieczenie

Całkiem niedawno natknąłem się w sieci na ciekawy artykuł o kinie spod znaku noir. Określono w nim zestaw cech świadczących o przynależności do gatunku i poddano analizie kilkanaście głośnych filmów, powszechnie uważanych za synonimy czarnego kryminału. I wiecie co? Tylko nieliczne spełniały określone kryteria w tak dużym stopniu, co Podwójne ubezpieczenie.

Gwoli ścisłości dodam, że w analizie wzięto pod lupę także kilka filmów będących ekranizacjami powieści Dashiella Hammetta i Raymonda Chandlera, czyli zdecydowanie dwóch najsławniejszych pisarzy oraz swego rodzaju ojców gatunku. Tym większą ciekawostką jest więc analiza, wedle której Podwójne ubezpieczenie to film bardziej noirowy niż ekranizacje słynnych powieści leżących u podstaw tego gatunku. Gdy jednak spojrzymy na listę płac, wszystko staje się jasne. Scenariusz to dzieło nikogo innego, jak właśnie Chandlera, który stworzył historię pospołu z Billym Wilderem, reżyserem widowiska.

O czym opowiada film? To historia agenta ubezpieczeniowego Waltera Naffa (Fred MacMurray) − prawdziwego asa w swoim fachu, który pewnego dnia puka do niewłaściwych drzwi. Od słowa do słowa nawiązuje nić porozumienia z nieszczęśliwą Phyllis (Barbara Stanwyck), żoną podłego oraz egocentrycznego Dietrichsona (Tom Powers). Kilka minut później oboje planują, jak pozbyć się niechcianego balastu w postaci męża i jednocześnie zgarnąć okrągłą sumę stu tysięcy dolarów z polisy potencjalnego nieboszczyka.

Największą siłą, a zarazem największym problemem filmu jest narracja pierwszoosobowa. Dzięki niej dostajemy garść ironicznych wtrętów protagonisty, co pozwala lepiej poczuć klimat. Nie jest to poziom monologów z powieści Chandlera, ale i tak jest nieźle. Z drugiej strony to przez narratora bardzo szybko zdajemy sobie sprawę z tego, co czeka nas w finale. Niemniej intryga to mocna strona widowiska, choć parę naiwnych skrótów scenariuszowych nieco zakłóca odbiór całości.

Pod względem gry aktorskiej nie odnalazłem ani powodów do zachwytu, ani do rozczarowania. Ot, dobra, rzemieślnicza robota. Barbara Stanwyck jako femme fatale spisała się dobrze, chociaż w finałowych scenach pozostawało miejsce na lepsze ukazanie odgrywanej postaci. Główny bohater też nieco zawodzi − patrzący na niektórych ludzi z góry oraz zdystansowany, ale jednocześnie w tym zdystansowaniu sztuczny. Tu jednak sytuacja wygląda odwrotnie względem pierwszoplanowej roli kobiecej − Fred MacMurray w pełni odkrywa swój warsztat dopiero w ostatnich minutach. Poza żywiołowym Bartonem Keyesem bardzo naturalnie zagranym przez Edwarda G. Robinsona, reszta aktorów niczym się nie wyróżnia.

Czy Podwójne ubezpieczenie to wciąż film niepostrzeżenie kradnący prawie dwie godziny z życia widza? Jeżeli nie widzieliście go wcześniej i będzie to − tak jak w moim przypadku − Wasze pierwsze podejście do historii ubezpieczyciela − cóż, miejscami leciwość produkcji da się Wam we znaki. Niemniej warto przynajmniej dać mu szansę, aby dowiedzieć się co nieco o kryminałach sprzed 75 lat, oraz poczuć atmosferę dawnych czasów. A przy tym poznać przyzwoitą fabułę Raymonda Chandlera i Billy’ego Wildera.

Podwojne-ubezpieczenieOcena: 7/10

Reżyser: Billy Wilder
Scenariusz: Raymond Chandler, Billy Wilder
Obsada: Fred MacMurray, Tom Powers, Edward G. Robinson, Barbara Stanwyck
Czas projekcji: 1 godz. 47 min.

 

 

 

Say My Name

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.