(Recenzja) Wampir z MO

Wampir z MO drugi tom przygód warszawskich krwiopijców Marka, Igora i Gosi, to jeszcze większa porcja PRL-u, humoru i nawiązań do popkultury. Wilkołaki, wróżki i zombiaki na warszawskiej Pradze są codziennością, o której wiedzą sami wspomniani i kilku ciepłych, czyli normalnych ludzi. A tak się składa, że w tym gronie jest Ubecja, ze swoim wydziałem Zabobonów, handlarze z Rużyckiej, sąsiedzi, rodzina… Cóż, mogę tylko powiedzieć, że gdy już raz damy się porwać w nieprawdopodobny świat wykreowany przez Andrzeja Pilipiuk, to szybko książki z rąk nie wypuścimy.

Życie martwych bohaterów biegnie swoim grudniowym tempem. Marek szczęśliwie mknie podremontowanym maluchem, Gosia dzierga wyświechtaną bieliznę, a Igor oddaje się pracy. Jednak ich spokojne dni jak zwykle pokrzyżują niebezpieczne plany wydziału Z (Zabobon), niespodziewani goście i miliony innych drobnych problemów znacznie przeszkadzających w spokojnej martwej egzystencji.

Pilipiuk w drugim tomie jeszcze lepiej prowadzi przygody krwiopijców z warszawskiej Pragi, wplatając w nią z jednej strony problemy, które dla ówczesnych Potępionych z powojennej warszawy są ogromnym wyzwaniem i wymagają dużego zaangażowania, a z drugiej nie różnią się zbytnio od tych zwykłych mieszkańców. Tu porwany kolega przez Ubecję, tam trzeba skombinować kilka deficytowych towarów, to zająć się znajomym z Ameryki – Adalbertusem Coollenem (tak, dobrze skojarzyliście o jaką rodzinę wampirów chodzi), a później ugościć gościa specjalnego, hrabinę Delfiny de Saint Aurignac. Owe niespodzianki, które spadały na głowę dobrze nam znanej paczki Marka, Igora, Gosi, Profesora, dziadka weterana i jednego wilkołaka Grega, dla dzisiejszego pokolenia będące czymś śmiesznym i niewyobrażalnym. Niemniej to właśnie dlatego od powieści Wampir z MO tak trudno się oderwać.

Od pierwszych stron zauważymy także, że w Wampirze z MO mamy o wiele więcej nawiązań do popkultury, niż w Wampirze z M-3, zaczynają od powieści Zmierzch, przez Ring kończąc na stalkerskich klimatach. Co więcej świat wykreowany w wampirzej serii jest barwny, ciekawy, tajemniczy i absurdalny, łączy rzeczywistość z magią w sposób prosty i zrozumiały, tłumacząc wiele wydawałoby się skomplikowanych rzeczy, jak przemiana wampira w ciepłego, albo przemiana wilkołaka w Grega i na odwrót.

W Wampirze z MO czeka nas także plejada nowych jak i starych bohaterów drugoplanowych, ponownie bowiem spotkamy Radka Bronę i Majora Nefrytowa – szefa wydziału Z, nie mówiąc o towarzyszu pierwszym. Znalazł się także znany z pierwszej części kot z fabryki Marka. I nie zabrakło nowej twarzy w magicznej gromadce – zombiaka Zenka Tracza.

Ponownie powieść o warszawskich wampirach robi ogromne wrażenie. Jest przemyślana pełna dowcipu i jeszcze bardziej ukazuje absurdy PRL-u i dzisiejszej popkultury. Sięgnąć po nią trzeba obowiązkowo, podobnie jak po pierwszą część i trzecią – Wampira z KC, która niedawno zaliczyła premierę, a o której Nie znam się, to się wypowiem wypowie się już niebawem.

wampir-z-moOcena: 8/10

Autor: Andrzej Pilipiuk
Ilustracje: Andrzej Łaski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 384
Premiera: 2013

 

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Kontynuując korzystanie z witryny, zgadzasz się na używanie plików cookie. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close