Więzy krwi. Zbiór opowiadań

Pierwsze spotkanie z twórczością Mai Lidii Kossakowskiej zaliczyłam dzięki książce Takeshi. Cień śmierci. Do tej pory pamiętam, jak bardzo odrzucające były dla mnie kreacje bohaterów. Oczywiście lekturę skończyłam, jednak na tym poprzestałam, jeśli chodzi o twórczość pisarki. Aż do teraz. Kiedy ponownie usłyszałam o wznowieniu Więzów krwi postanowiłam jeszcze raz zmierzyć się z autorką, zwłaszcza że ów zbiór zawierał opowieści tworzone jeszcze w latach 1996-2005 roku.

Jestem niesamowicie zaskoczona tym, jak twórczość Kossakowskiej mnie wciągnęła. Czytając cztery pierwsze opowieści – Muchę z 1196, Schizmę i Hekatomba z 1999 oraz Dioramę z 2000 roku – z czystą przyjemnością wertowałam kolejne kartki. Największe wrażenie robi Schizma, głównie ze względu na pomysł, tak bardzo uderzający i ośmieszający dzisiejszą pogoń za materializmem. Nie bez znaczenia jest tu sposób, w jaki pisarka przekazuje swoją wizję czytelnikowi. Na początku historii nie wiemy jeszcze, gdzie jesteśmy ani jakie zadanie stoi przed bohaterem. Często dokładne wyjaśnienie sensu powieści pojawiało się dopiero na końcu. Wiecie jak to budowało napięcie?

Przechodząc do kolejnych opowiadań uderzyła mnie także ogromna różnorodność. Śledząc komentarze pisarki umieszczone przed każdym utworem mogłam dowiedzieć się, co było zapłonem do stworzenia danej historii. Dla jednych inspiracją były zwyczajne chwile, dla innych prawdziwe wydarzenia, jeszcze następne pojawiły się jako prace konkursowe. Niepowtarzające się tematy i inna obszerność raz bardziej zachęcały, innym razem mniej. Bo tak jak autorka miała lepsze momenty, tak trafiły się również słabsze.

Pierwszym negatywnym zderzeniem była rozciągłość fabularna Zwierciadła z 2002 roku. Około 40 stron może i nie miało złej historii, ale długo czekało się na atrakcyjne zawiązanie konfliktów między bohaterami. Z kolei gdy konflikty przybrały na mocy, takie naładowanie akcją i emocjami sprawiło, że fabuła zeszła na drugi plan.

Podobnie nieco słabiej mogę ocenić Więzy krwi, tytułowe opowiadanie nawiązujące do dobrze znanego świata Lovecrafta. Osobiście twórczość Howard Phillips Lovecraft bardzo lubię zarówno w literaturze, jak i jej pochodne w grach planszowych, komputerowych, komiksach itp. Niemniej Więzy krwi wydały mi się nieco zbyt proste. Protagonista długo szarpał się w emocjonalnym kotle, zanim pojął kim jest. A jak już zrozumiał swoją naturę, wszystko skończyło się bardzo szybko.

Wracając jednak ponownie do dobrych opowiadań, trzeba wspomnieć o Smutku z 2003 roku science-fiction z niezwykłym, mrocznym zakończeniem. W świetny sposób pokazuje problemy odosobnionego chłopca, który szukał pocieszenia przy swoim koniu o imieniu Smutek. Dzieci są ciekawsze świata, więcej widzą i więcej potrafią pojąć. Nie boją się jak dorośli, a więc i szybciej potrafią otworzyć się na nieznane.

Jakbym miała całościowo podsumować zbiór, to muszę powiedzieć, że jest całkiem dobry. Owszem, historie zaprezentowane w Więzach krwi poruszają również dzięki mniej szczęśliwym zakończeniom, ale też obnażają często brutalna prawdę o tym, że świat nie jest kolorowy. Czasem pech, albo jak kto woli “zło”, po prostu musi wygrać.

W książce Więzy krwi zebranych zostało dziewięć historii. Oto one:

  • Mucha (1996)
  • Schizma (1999)
  • Hekatomba (1999)
  • Diorama (2000)
  • Zwierciadło (2002)
  • Smutek (2003)
  • Więzy krwi (2004)
  • Spokój szarej wody (2004)
  • Szkarłatna fala (2005)

 

Ocena: 6,5/10

Autor: Maja Lidia Kossakowska
Ilustracje: Paweł Zaręba
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Stron: 480
Premiera: 23 listopada 2018

 

 

 

Scythe

Dziękujemy wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.