Wonder Woman

Ofensywa kinowych obrazów poświęconych największym herosom uniwersum DC przybiera na sile. Nie ma w tym nic dziwnego, zważywszy na ogrom fanów marvelowskich produkcji. Warner Bros również zapragnął kawałka finansowego tortu, lecz na jego rozmiar znacząco wpłynęłyby udane tytuły z postaciami DC w rolach głównych.

Na rajskiej wyspie Diana, księżniczka Amazonek, wiedzie spokojny żywot. Do czasu, gdy do jej świata trafia amerykański pilot, Steve Trevor. Na skutek jego opowieści  o zbierającej krwawe żniwo wojnie, postanawia wyruszyć w nieznane. Cel jest prosty – przywrócenie pokoju na świecie poprzez… zabicie Aresa.

Sukces jaki osiągnął pierwszy film w całości poświęcony Wonder Woman, w którą z powodzeniem wcieliła się Gal Gadot, jest dla mnie z różnych względów niezrozumiały. Naturalnie romantyczna opowieść o Amazonce, która trafia do świata, jakiego dotąd nie znała, w dodatku pochłoniętego wojną, ma swoją moc, ale wszystko to przypomina w gruncie rzeczy prostą i naiwną opowiastkę. Już samo traktowanie niemieckiego generała jako boga wojny jest dosyć zabawne na początku i pozwala na parę gagów, lecz w pewnym momencie staje się męczące i jakby dziecinne. Nie inaczej mają się sprawy z pierwszymi scenami, gdzie przed wybranką losu ukrywana jest przepowiednia według której jest ona w stanie uśmiercić Aresa. Zakończenie należy nazwać niemniej sztampowym – twist mający zaszokować widza szokuje i owszem, ale bezmyślnością, bo twórcy wprowadzili go chyba tylko z obowiązku. A finałowy pojedynek można nazwać efekciarskim, ale tylko w zamierzeniu filmowców. Po kilkunastu sekundach i on przestaje budzić jakiekolwiek emocje.

Wizualnie widowisko prezentuje się już o niebo lepiej. Piękna, zielona kraina zamieszkiwana przez Amazonki robi wrażenie, podobnie jak pierwsze ujęcia industrialnego miasta, jakiego bohaterka nigdy wcześniej nie widziała. Ewidentnie widać zamysł twórców, jakim było podzielenie obrazu na dwie grupy scenerii – jasne, pełne ciepłych barw oraz kontrastujące z nimi chłodne, szarawe konstrukcje i odcienie. Właściwie pod względem oprawy wizualnej mogę zarzucić tylko dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest totalnie nudny, nijaki i odrzucający wizerunek finałowego rywala Diany. Czy naprawdę twórcy nie byli w stanie wymyślić czegoś, co nie przypominałoby postaci z wieloosobowych gier komputerowych pokroju Guild Wars czy Lineage? Tandetny, kiczowaty i aż do bólu przerysowany wizerunek głównego złego to z pewnością spore rozczarowanie.

Inną bolączką są efekty, kilkakrotnie bardzo… zwyczajne. Poza tym w niektórych starciach Diana po prostu „ślizga się” na  ekranie, animacje jej ruchów bywają szarpane, tak jakby momentami z filmowej taśmy wyrwano z kilkanaście klatek.

17425032_1416850641699053_3865216079662793497_n

Co więc zadziałało w filmie? Z pewnością całkiem solidny duet bohaterów. Mimo kiepskiej epizodycznej rólki w Batman vs Superman, Gal Gadot tym razem zaprezentowała się bardzo dobrze i trudno jej coś zarzucić. Podobnie pozytywnie pokazał się Chris Pine, jako najbliższy towarzysz Diany. Twórcom udało się zarysować łączącą ich relację w sposób niewymuszony i niestroniący od gagów. Szkoda, że reszta obsady stanowi jedynie tło dla wspomnianej dwójki. Inną zaletą jest wplecenie bohaterki w wojenną zawieruchę, co z pewnością przyciąga do ekranu, a że mamy do czynienia z jej kinowym początkiem, to i twórcy postarali postawić się przed nią wyzwania dla „nowicjuszki”. Ewidentnie nie forsowali supermocy Diany, starając pokazać ją w sytuacjach śmiertelnego zagrożenia dla zwykłego człowieka i jednocześnie przeciętnego wyzwania dla superbohaterki. Dzięki temu w kolejnych filmach mają jeszcze spory zapas, jeśli chodzi o rzucanie kłód pod nogi Wonder Woman.

Ostatecznie film jest nijaki. Z jednej strony przyjemny wizualnie, ale posiadający w tej materii błędy, jakie nie powinny mieć miejsca w tak ogromnej produkcji. Wonder Woman ratuje świat, ale antagonista jest zupełnie nieprzekonujący. Przewodni duet dobrze odegrał swe role, ale o pozostałych kreacjach zapomnimy raz dwa. Za dużo „ale”, żeby z czystym sumieniem polecić seans. Tylko dla fanów DC i Gal Gadot oczywiście.

wonder-womanOcena: 5/10

Reżyseria: Patty Jenkins
Scenariusz: Allan Heinberg
Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Connie Nielsen, Robin Wright, Danny Huston, David Thewlis
Czas projekcji: 2 godz. 21 min.
Premiera PL: 2 czerwca 2017

 

 

Say My Name

1 Trackback / Pingback

  1. Dwugłos filmowy #1: Początki filmowego Uniwersum DC. W oczekiwaniu na Ligę Sprawiedliwości – Nie znam się, to się wypowiem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*