X-Men: Bitwa Atomu

X-Meni z przeszłości, X-Meni z teraźniejszości, X-Meni z przyszłości… Od przybytku mutantów głowa nie boli? Nie boli, wręcz pęka!

Charles Xavier nie żyje, a pozostali mutanci podzielili się na uznających przodownictwo Wolverine’a lub Cyclopsa. Konflikt zaczyna się zaogniać i by doprowadzić sytuację do ładu Hank McCoy sprowadza z przeszłości oryginalnych X-Menów. A wszystko po to, aby przestrzec wszystkich przed zgubnymi skutkami niesnasek i wewnętrznych konfliktów. Ale na tym nie koniec, ponieważ kwestią czasu jest dołączenie do mutanckiego tygla grupki z przyszłości…

Scenariusz pokaźnego, bo liczącego sobie 240 stron, albumu jest dziełem trójki: Brian Michael Bendis (Ród M, Jessica Jones: Alias), Brian Wood (SW Legendy: Z ruin Alderaana, Miejsca) oraz będącego ostatnio na fali Jasona Aarona (Skalp, Thanos powstaje, Bękarty z Południa). I niestety doświadczeni twórcy nie popisali się w swych staraniach. Gołym okiem widać, jak bardzo przeszarżowali z liczbą postaci, bo przecież każdy z kilku bohaterów został przedstawiony w trzech „wariantach czasowych”. Co i rusz czytelnik jest atakowany przez chmary herosów, często poupychanych na kolejnych stronach bez jakiegoś wyczuwalnego zamysłu.

Osobną, lecz równie poważną kwestią jest bezpośredni związek fabuły z opowieściami zawartymi w All New X-Men oraz Wolverine i X-Men, co ogromnie utrudnia śledzenie akcji. Bez dobrej znajomości tych cykli tak podstawowe kwestie jak relacje czy motywacje postaci będą w dużym stopniu niezrozumiałe. Ewidentnie zabrakło krótkiego wprowadzenia w zastaną sytuację mutantów. Kolejnym minusem są bardzo słabe dialogi. Trafiają się kwestie udane albo nawet dowcipne, ale częstotliwość pojawiania się pompatycznych i okrągłych zdań o potencjalnie zbawiennych skutkach odesłania tych lub tamtych X-Menów do ich czasów, jest totalnie niestrawna. I co gorsza, w żaden sposób nie popycha to akcji do przodu, mimo że takich przemyśleń i dysput w komiksie nie brakuje. Za to biorąc pod uwagę objętość Bitwy Atomu, bardzo łatwo o znużenie. Ze względu na wymienione wcześniej wady nie sposób zaangażować się w historię, która według twórców miała chyba wzbudzać żywsze emocje wśród czytelników. Tyle że nie wzbudza nawet w nikłym stopniu.

b74794

Pozytywniejsze słowa należą się ilustracjom, które w przeważającej większości są w porządku, nawet jeśli brakuje im pazura. Najgorsze jednak, że i w tym elemencie twórcom nie udało się uniknąć chaosu i gdy na scenę wkracza kilkoro postaci z różnych czasów, łatwo o dezorientację. Tyczy się to prac każdego z grafików, wśród których znaleźli się: Esad Ribic , Frank Cho, Stuart Immonen, Giuseppe Camuncoli, David López, Chris Bachalo.

Bitwa Atomu zawiodła moje oczekiwania na wiele sposobów. Historia okazała się nie tylko chaotyczna, ale i niespójna oraz zwyczajnie nudna i miałem wrażenie, że twórcom zabrakło pomysłów na jej urozmaicenie i skupili się na ustawicznym powtarzaniu jakież to potworne skutki mogą mieć ich kłótnie. Lepiej jest z oprawą graficzną, ale i tu należą się przygany za nikłą czytelność wielu plansz.

Ocena: 4 / 10

Scenariusz: Brian Michael Bendis, Brian Wood, Jason Aaron
Rysunki: Frank Cho, Stuart Immonen, David López, Chris Bachalo, Giuseppe Camuncoli, Esad Ribic
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 240
Premiera: styczeń 2017

 

 

 

Say May Name

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.